Wenecja

Wenecja. Jedno z tych włoskich miast, o których mówi się najczęściej. Co ma w sobie, że przyciąga? Zanim tam poleciałam, wysłuchałam i przeczytałam sporo skrajnych opinii – z tego też powodu moja ciekawość rosła, a wrażenia po pobycie… lada chwila! Zatem zabieram Was w podróż do jedynego takiego miasta na wodzie.

Wenecja ze względu na architekturę oraz specyficzne położenie znajduje się na Liście Światowego Dziedzictwa UNESCO. Warto zwrócić uwagę na fakt, że leciwe budynki coraz częściej są podtapiane przez zanieczyszczone morze i ulegają zniszczeniu. Zatem jeśli ktoś chce się tam wybrać, niech się śpieszy – czas tak samo sprzyja jak i nagli.

Subiektywnie…

Wenecja jest według mnie wyjątkowa, choć może znajdą się tacy, którym się nie podoba. W ciągu zaledwie 2 dni zdążyłam się w niej zadurzyć i chociaż jest jeszcze tyle miejsc do odwiedzenia, to mogłabym tam wrócić. Teraz już wiem, że lepiej jednak wybrać miesiące od października do kwietnia, bo jest tam wtedy zdecydowanie mniej turystów.

To włoskie miasto naprawdę jest na wodzie, a wręcz – w niej. To robi wrażenie! Na wyspie komunikacja odbywa się jedynie kanałami – nawet dostawy, transport towarów. Jednak mimo wszechobecnego gwaru, bo to przecież istny tygiel, człowiek odpoczywa od spalin, warkotu, korków i mechanicznego zgiełku.

Co zwiedzać w Wenecji?

Otóż Wenecja ma coś do zaproponowanie właściwie każdemu: place, pałace, bazyliki, kościoły, mosty, muzea, galerie, sklepy.
Ja przygotowując się do zwiedzania miasta, odnotowałam popularne, typowe i polecane miejsca – moja lista „must see”:

  • Bazylika Św. Marka i Plac (miejsce ma magię o poranku – zwiedzić można wnętrze, galerię, taras i dzwonnicę),
  • Pałac Dożów (zachwycająca, dawna siedziba władców i rządu, świadectwo bogactwa w czasach renesansu),
  • Most Westchnień (niegdyś droga skazańców do odbycia wyroku),
  • Most Rialto (legendarne tło dla wielu oświadczyn i romantycznych chwil… i tak do dziś),
  • Kanał Grande (największy szlak wodny miasta, z którego to roztacza się bajeczny widok, esencja doznań pochodzących z Wenecji).

most westchnień w Wenecji

Proponuję, by wiedzieć co jest i gdzie, umieć rozpoznać obiekt, rzucić na niego okiem – jasne, czasem wejść i podnieść wysoko głowę, ale zobaczyć tylko to co nas rzeczywiście interesuje – szczególnie w okresie, gdy miasto jest bardzo zatłoczone.

Zgubić się w Wenecji

W miastach typowo turystycznych, proponuję pozbawić się swoistego, codziennego napięcia, a w zamian – rozkoszować klimatem, poszukując piękna nawet w upale i tłumie. Znajdźmy go dla siebie, wszystko jest kwestią nastawienia! A więc wystarczy odbić w bok, popłynąć na skraj wyspy, zabłądzić w dzielnice, gdzie życie codzienne mieszkańców toczy się swoim rytmem, a nasze źrenice rozszerzą się same. To tam dojrzymy: kota, który wygrzewa się na parapecie; obdrapane okiennice i drzwi frontowe, które poddały się wilgoci i słońcu jednocześnie; pranie, które suszy się na sznurach. To tam właśnie gromadzą się lokalsi na ławkach w mini-parkach i mimo, że turysta potrafi dotrzeć w takie zakamarki, starają się odnaleźć chwilę na odpoczynek. Polecam, by zauważyć drugiego człowieka, a potem… uśmiech za uśmiech, przecież jesteśmy gościem w jego mieście!
Co więcej o Wenecji? Otóż bardzo dobrze opisane są ulice – duże szyldy oraz tablice na murach budynków, drogowskazy też.
Pomijając fakt pierwszego spaceru do hotelu ani razu nie wyjęłam mapy. O ile lubię się zgubić, a potem ocenić położenie wyjmując ją z plecaka lub kieszeni, tak w Wenecji zrobiono to za mnie, a więc oczy szeroko otwarte i w drogę!

Garść praktycznych informacji

Gdzie znaleźć nocleg? Dzielnica żydowska, w której ja się zatrzymałam, była swego rodzaju wisienką na torcie – blisko do Piazza Roma (to istotne, w kontekście wczesnego lotu powrotnego), w pobliżu lokalnych sklepików, kawiarenek i barów, gdzie życie nocne toczy się w iście spełnionej formie. Oczywiście każdy lubi co innego, jeśli jednak mam polecić okolicę, robię to bardzo świadomie i odsyłam właśnie tam.

Polecam lotnisko Marco Polo, skąd do Piazza Roma dojeżdża autobus sprzed terminala (linia express – przystanek środkowy) dociera dosłownie w 15 min. Bilet w jedną stronę kosztuje 8 euro, w dwie (kupiony, jako pakiet) – 15. Kas jest kilka na terenie terminala.

Tramwaj wodny (vaporetto) – bilet jednorazowy kosztuje 7,50 euro. Polecam przepłynąć Kanałem Grande chociaż raz. Odbiór miasta z wody jest zupełnie inny, a zachwyt gwarantowany!

I to tyle z koniecznych do poniesienia kosztów na start, pozostałe wydatki już według uznania. Rekomenduję: lody, pizze, makarony i wino, owoce (również morza) i soki po drodze (wszystko świeże, chłodzone).

Wenecja

I niespodzianka na zakończenie – schody – one się nie kończą! Mimo, że pokonałam ich tak wiele, nigdzie w przewodnikach o nich informacja się nie pojawiała. Miasto kanałów, a co za tym idzie – mostów w bród. I te stopnie do przejścia zapadają w pamięć. Na koniec dnia czuć ich mnogość, bo nogi są tam, gdzie być powinny, ale tak jakby deko głębiej.

Podsumowując ode mnie: NIE – nie śmierdzi, TAK – jest drogo. Ale to prawdziwy cud, który warto zobaczyć chociaż raz, gdzie wąskie uliczki (niekiedy na szerokość ramion) tworzą szczególny klimat, a refleksy słońca i światła odbijają się tak pięknie w wodzie, że… miękną kolana. Ach… tam jest ciszej, spokojniej oraz ciekawej niż się spodziewałam. Wenecja to niepowtarzalne miejsce!

Komentarze

UDOSTĘPNIJ
Poprzedni artykułOlej kokosowy w kosmetyce
Następny artykuł17 praw rodziców, które warto znać
Anna Piotrowska
Absolwentka zarządzania i marketingu oraz studiów podyplomowych z konfliktów i mediacji rodzinnych. Oprócz pracy zawodowej w pełni oddaje się swojej pasji - podróżom, dlatego co miesiąc jest w drodze. Za każdym razem wybiera inny kierunek, samodzielnie organizując wyjazd od deski do deski. W jej przypadku jak najbardziej sprawdza się powiedzenie: "Podróżować to żyć"!