wegetarianie

Czy mogę zjeść ryby, jeśli jestem wegetarianinem? Czy mogę zjeść kupną galaretkę, która ma w sobie dodatek żelatyny? A co z jajkami i nabiałem? Mogę, nie mogę? Oto jest pytanie. Oczywiście, że możesz. Możesz jeść wszystko. I ryby, i żelatynę, i nabiał. Ważniejszą kwestią jest, czy chcesz.

Nieraz spotkałam się z pytaniami skierowanymi do moich wegetariańskich i wegańskich znajomych, czy spożywają to i tamto. Czy mogą to spożywać. Albo ich samych, określających siebie jako „niejedzących mięsa, ale…”. Czy w tych dwóch popularnych teraz dietach potrzebujemy jakieś „ale”? Jakieś wyjątki, doprecyzowania? Okazuje się, że coraz częściej. Bo coraz częściej ludzie te diety modyfikują. I dopasowują do siebie.

Oczywiście nie ma w tym nic złego. Nikt nam tego nie zabronił. Problem jednak jest z definicjami.

Laktoowo-kolorowo

Laktoowowegetarianin, czyli znany nam wszystkim wegetarianin, to z założenia osoba, która świadomie rezygnuje ze spożywania mięsa. W każdej postaci. Laktoowo-, natomiast, odnosi się do niewykluczania z menu nabiału i jajek. Co z kolei robią weganie, którzy dokładają do swojej zakazanej listy wszelkie produkty pochodzenia zwierzęcego. Łatwo zauważyć, że większość osób na diecie wegetariańskiej to właśnie laktoowowegetarianie. Czy jedzą oni ryby? Nie. Owoce morza? Tym bardziej. Dlaczego? Ryby to po prostu mięso. To żyjące na wolności zwierzęta, które wegetarianie, z definicji, chcą zostawić w spokoju. Jak kurczaka, krowę, czy kaczkę. I nie ma w tej kwestii wyjątków.

Wyjątki są, jeśli spojrzymy na faktyczną dietę wielu osób, uważających się za wegetarian. Chcąc złagodzić negatywne objawy nagłego końca mięsożerstwa, pozostawiają sobie koło ratunkowe w postaci ryb. Z praktycznego punktu widzenia – bardzo dobrze. Dostarczają sobie w ten sposób wielu witamin i składników odżywczych, których w takich ilościach próżno szukać w roślinach i zbożu. Pod warunkiem oczywiście, że owe ryby pochodzą z zaufanych źródeł, a te składniki i minerały jeszcze w sobie mają.

ryby

 

Wegetarianie zaszufladkowani?

Teoretycznie jednak, ryby i wegetarianizm się kłócą. I choć powstał nawet specjalny termin – pescowegetarianizm – aby sklasyfikować osoby rezygnujące z jedzenia mięsa, z wyłączeniem ryb, „zwykli” wegetarianie nie uznają go za odmianę ich diety. Vegetarian Society, fundacja zajmująca się edukacją, pomocą i wspieraniem rodzin, organizacji oraz indywidualnych zainteresowanych w zakresie diety i stylu życia wegetarian, również odrzuciła pescowegetarianizm. Niektóre znane słowniki jednak wciąż zawierają ryby w definicji wegetarianizmu, katolicy w tradycyjnie bezmięsną Wigilię przygotowują karpia, a restauracje proponują łososia i krewetki w sekcji dania wegetariańskie. Czyli wracamy do punktu wyjścia?

Niekoniecznie. Choć teraz coraz więcej kwestii zależy od nas samych, a granice pomiędzy wykluczającymi się podejściami zacierają się, wegetarianie nigdy nie będą spożywać mięsa niegdyś żywych zwierząt. Jeśli jesz ryby, jedz, nikt ci tego nie zabroni. Jesteśmy wolni, a definicje, z którymi się nie identyfikujemy, nie powinny nas ograniczać. Ale nie powinny być też wtedy przez nas używane. Musimy być lojalni. Wobec zwierząt i wobec samych siebie.

 

Autor: Gabriela Alicja Bończyk

Komentarze