Wiele z nas wspomina z dzieciństwa kosmetyki mamy, stanowiły one obiekt naszego wiecznego zainteresowania, a gdy już trafiły w nasze ręce, cóż… biada im i biada nam.

 

Czas dorastania – wchodzenia w fascynujący świat kobiecości – to zazwyczaj lata, w których prawdopodobnie popełniłyśmy większość makijażowych błędów, jakie możemy sobie wyobrazić. Co ciekawe, wybór produktów był praktycznie żaden, w porównaniu z otaczająca nas teraz mnogością oferty producentów kosmetyków. Potrzeba przetestowania na sobie „wszystkiego” była jednak dla nas wówczas nie do pohamowania.

Jak więc odnaleźć się dziś w gąszczu drogeryjnych szaf pełnych pięknych pudełeczek, gdy nabyte z czasem doświadczenie podpowiada umiar, a serce wyrywa się do eksperymentów? Oto kilka faktów, które mogą pomóc nam uniknąć makijażowych wpadek:

 

Makijażowe błędy – światło

Tak, nie tylko diamenty. Niedocenienie jego roli przy wykonywaniu makijażu, może mieć kluczowe znaczenie estetyczne. W naszym klimacie umalowanie się w zimowy poranek przy świetle dziennym, będzie wyzwaniem. Zadbajmy, by w naszej łazience lub przy toaletce zastosować żarówki imitujące właśnie taką temperaturę oświetlenia. Jeśli testujemy całkiem nowy kosmetyk kolorowy, poczekajmy z nim do czasu, w którym będziemy mogły nałożyć go w prawdziwym dziennym świetle, np. w weekend.

 

Perfekcja ujarzmiona

Są elementy makijażu, które wykonane niestarannie, zawsze będą wyglądały źle, np. konturówka na ustach czy kreska wykonana eyelinerem. Nie chodzi o to, by całkiem rezygnować z czegoś, co bardzo nam się podoba. Kreskę narysujmy miękką kredką lub cieniem i rozetrzyjmy jej brzegi, a zamiast czerwonej pomadki, użyjmy bogatego w ten pigment błyszczyka, który nałożymy nawet palcem. Znajdźmy swój sposób, aby osiągnąć pożądany efekt – nawet w pośpiechu lub jeśli nie mamy wprawionej ręki. Ponadto, jeśli coś w trakcie makijażu po prostu nam się nie udało, zmyjmy ten element jak najszybciej i zacznijmy od nowa. Inaczej, poprawkom nie będzie końca, a efekt finalny pozostanie daleki od zamierzonego.

 

Makijaż jak torebka

Nie traktujmy makijażu, jako całkowicie odrębnej części naszego wizerunku. Tworzy on bowiem całość z każdym innym jego elementem. Może zdominować nasz wygląd zarówno z pozytywnym, jak i negatywnym skutkiem, warto więc dostosować go do naszego pomysłu na dany wizerunek. Bardzo dobrze sprawdza się przemycenie do makijażu wybranego koloru z elementów garderoby: np. szminka i szpilki w kolorze fuksji, torebka na złotym łańcuszku i lśniący również na złoto cień, w wewnętrznym kąciku oka – takie detale tworzą razem piękny i spójny obrazek.

 

Klasyka zawsze w modzie

Dlaczego wielkie gwiazdy kina wyglądają pięknie na zdjęciach sprzed 50 lat, ale nie umiemy zachować powagi oglądając makijaże młodej Madonny czy wokalistek Abby? Ponieważ w złotych latach Hollywood rządziła właśnie klasyka: zdrowa, ujednolicona podkładem skóra, podkreślona linia rzęs, mocno wytuszowane rzęsy, naturalny efekt różowych policzków i nawilżone, lekko błyszczące usta, często dodatkowo podkreślone czerwoną szminką – tworzą całość, która nigdy nas nie zawiedzie. Jeśli za długo patrzymy na zawartość naszej szafy, zawsze w końcu wybieramy „małą czarną”. Makijaż w oparciu o klasykę to właśnie taki wybór.

W pogoni za idealnym makijażem, w obawie przed wpadkami,  nie zatraćmy jednak radości, jaką niesie ze sobą testowanie nowych trendów i kosmetyków. Dzień, w którym koleżanka z pracy powie: „Twoje brwi są jakieś dziwne…”, będzie co najwyżej dniem pożegnania się z nową pomadą, a nie końcem świata. Warto bawić się makijażem!

 

autor:

Marta Cieciorko – makijażystka, ukończyła studia podyplomowe z Komunikacji i Kreowania Wizerunku Publicznego na Uniwersytecie Wrocławskim, właścicielka Trunki Malunki.pl

www.trunkimalunki.pl

Komentarze