Ida Karpińska

Badanie cytologiczne okazało się dla niej przepustką do życia. Cytologia wykazała nieprawidłowości. Podjęła leczenie…

Teraz Ida Karpińska promuje zdrowe nawyki wśród kobiet. Założona przez nią Ogólnopolska Organizacja Kwiat Kobiecości niesie w świat informacje o tym, jak ważne są regularne badania cytologiczne dla każdej z nas!

Przeczytajcie wywiad z silną kobietą o niezwykłej magii oczu, pełną wiary w powodzenie misji, którą rozpoczęła 10 lat temu. Kobietą, która przypomina, jak ważne są badania profilaktyczne. Badania na wagę życia.

Monika Szadkowska – Patrząc na Ciebie, Twoją energię i działalność trudno wyobrazić sobie, że chorowałaś na raka szyjki macicy. A jednak Kwiat Kobiecości i kolejne odsłony kampanii „Piękna bo zdrowa” ma swoje korzenie właśnie w tym ciężkim doświadczeniu. Jak to się stało, że udało Ci się przekuć dramat choroby w coś, co daje nadzieję i realnie wpływa na zdrowotne wybory Polek?

Ida Karpińska: Powiem ci tak… ja bardzo lubię takie zdanie, które często powtarzam, że pozytywnym skutkiem ubocznym mojej choroby jest powstanie ogólnopolskiej organizacji Kwiat Kobiecości, w skrócie naszego „Kwiatka”. Szczerze mówiąc, ja nie wiem, jak to się stało… Na tę sytuację złożyło się bardzo wiele czynników w moim życiu. Pamiętam moment, kiedy zakończyłam leczenie i to była ostatnia chemioterapia i naświetlania, to było w połowie czerwca, a 10 września poleciałam już sama z plecakiem na miesiąc do Indii, żeby sobie w życiu wszytko przewartościować i poukładać.

– Poleciałaś tam sama?

Ida Karpińska: Tak, sama. Potrzebowałam pobycia sama ze sobą, ułożenia sobie priorytetów w głowie, „poogarniania życia” bo wiedziałam, że ono się zmieniło bardzo…, że już jest inne i że muszę zacząć trochę inaczej patrzeć na ten świat. Bo wszystkie te marzenia, które były do tej pory…, wiedziałam, że już niektóre z nich się nie spełnią. Zwłaszcza macierzyństwo. Musiałam to sobie wszytko jakoś inaczej ogarnąć. I tak naprawdę w tych Indiach wydarzyło się bardzo wiele rzeczy. Nie będę dzisiaj tutaj o nich opowiadać, bo to jest temat na inną historię. Wrócę do niej, jak już powstanie książka, którą ma napisać Agnieszka Żukowska. Mam nadzieję, że już niedługo będzie ją kończyła.

I tak sobie pomyślałam, wtedy, jak stamtąd wróciłam, że to jest coś, co powinnam zrobić. Coś mnie popchnęło do tego, żebym zaczęła wykorzystywać swoje koligacje zawodowe. Kiedyś pracowałam z mediami, tylko z drugiej strony. Znałam sporo dziennikarek piszących i o zdrowiu i o life stylu i o różnych sytuacjach. Odbyłam z nimi spotkanie, zaprosiłam je na kawę i zapytałam, dlaczego tak mało mówi się i pisze na temat raka szyjki macicy. I one, te jedenaście lat temu odpowiedziały mi „Ida, ale to taki trudny temat, jak my mamy o tym pisać, to takie niemedialne”.

– Niemedialne, to znaczy intymne, wstydliwe?

Ida Karpińska: Wstydliwe, tak… I trudno się pisze na temat „raka szyjki macicy”. Jak to w ogóle brzmi?

Ja wiedziałam, czego tak naprawdę oczekują media i czego potrzebują w dzisiejszych czasach – emocji. I te emocje się sprzedają. A z drugiej strony wiedziałam, jakie są kobiety. My jesteśmy emocjonalne, my funkcjonujemy i żyjemy na tych emocjach. Dlatego też połączyłam te rzeczy i dałam dziennikarkom swoją historię. Dałam im tylko jeden warunek: na końcu tych artykułów proszę, żebyście zostawiły mój prywatny numer telefonu na komórkę. Szczerze mówiąc, myślałam, że ten telefon nie zadzwoni nigdy. Ale po pierwszym artykule, to chyba pisała Anna Jarosz w „Zdrowiu”, telefon zaczął dzwonić 24 godziny na dobę. I to było dla mnie trochę przerażające…

– Rodzaj szoku, jak ja to ogarnę?

Ida Karpińska: Tak! Ale z drugiej strony, po drugiej stronie telefonu były kobiety, które nic nie mówiły oprócz kilku słów, które brzmiały „właśnie dowiedziałam się, że mam raka…” i płacz… Po prostu była rozpacz wielka…

– To musiało być ciężkie…

Ida Karpińska: To było bardzo ciężkie. I ja przełykałam ślinę, przecierałam łzy spod oczu, bo wiedziałam dokładnie, co ta kobieta w tym momencie czuje. Bo byłam w takiej samej sytuacji. I trochę na bazie swoich przeżyć i tego wszystkiego, czego „nauczyła” mnie choroba, opowiadałam im, co się będzie z nimi działo. I w tym momencie odbierałam danej kobiecie trochę tego lęku, bólu, strachu, tej takiej niepewności, tej takiej trochę czarnej dziury, w którą ja wchodziłam i musiałam radzić sobie sama. Ona już była bardziej przygotowana na różne rzeczy, które się z nią będą dziać.

– Przerażają nas najbardziej sytuacje, kiedy nie wiemy, co się stanie za chwile. Nie musi to być przyjemne, ale jak wiemy, co się będzie działo, to trochę łatwiej.

Ida Karpińska: Dokładnie! Inaczej się w taką sytuację wchodzi. No i właściwie od tego momentu zaczął powstawać Kwiat Kobiecości. I pierwsze kobiety, które udało się uratować, powiedziały tak, jak ja kiedyś, że chcemy pomagać i wtedy zaczęły powstawać oddziały Kwiatu Kobiecości. Dzisiaj już ich mamy 17 w całej Polsce! Ostatnio otworzyłam oddział w Olsztynie.

Kwiat Kobiecości

– Gratulacje! To już wygląda jak cała łąka! Taki kwiatkowy dywan.

Ida Karpińska: Tak! Jak to mówią nasze dziewczyny – Kwiat Kobiecości się rozsiewa!

– Powiedz mi, czy rozmawiając z kobietami, dowiadujesz się, dlaczego one niechętnie podchodzą do badań? W czym jest największy problem? Czy to jest tak, że kobiety boją się badać, boją się wiedzieć, boją się poznać diagnozę?

Ida Karpińska: Mamy takie stereotypy i nie chodzi tu tylko o raka szyjki macicy czy o raka jajnika. Chodzi o to, że my w ogóle boimy się nie tylko w Polsce, ale na całym świecie. Każdy człowiek, każda kobieta boi się usłyszeć diagnozę „ma pani raka”, bo rak generalnie kojarzy nam się z wyrokiem.

– To chyba taka jedyna choroba, która tak jednoznacznie kojarzy z wyrokiem…

Ida Karpińska: Ja z doświadczenia wiem, że rak to nie wyrok, czego jestem żywym przykładem. Trzeba trochę inaczej myśleć. Profilaktyka jest bardzo ważna.

Co kobiety zatrzymuje przed tym, żeby pójść do ginekologa? Wiele czynników, na przykład wstyd przed ginekologiem. Brak czasu… Zawsze my stawiamy wszystkich innych ludzi i rzeczy na początku listy, dom, rodzina, sprzątanie, praca, kariera. Wszystko jest ważniejsze od nas. Dbamy o rodzinę, bliskich i wszytko wokół, o ognisko rodzinne – a ono zniknie, jak nas nie będzie!

Kiedyś przeprowadziłyśmy bardzo fajne badanie z firmą badawczą. Zadałyśmy kobietom pytanie, dlaczego nie chodzą do ginekologa, co wam przeszkadza, że nie chodzicie. I oprócz tych poważnych argumentów o których rozmawiałyśmy wcześniej jak lęk, wstyd, były i takie – mam nogi niezrobione i wstydzę się pana doktora. Albo mam problemy z tym, że fotel ginekologiczny stoi przodem do okna albo do drzwi, bo się martwię, że ktoś wejdzie, a ja jestem w bardzo intymnej sytuacji. Albo, że muszę z tą gołą pupą przejść zza parawanu. To są takie rzeczy, które w każdym gabinecie ginekologicznym możemy wyeliminować. Wystarczy opaska na biodra, przestawienie fotela, zrobienie szerszej ścianki dającej więcej intymności. Dlatego też co jakiś czas pytam kobiety, co wam przeszkadza i z ich odpowiedzi staram się wyciągać wnioski i wprowadzać w życie, komunikować je lekarzom ginekologom.

– No właśnie, a jaki jest odbiór tej drugiej strony, lekarzy? Dla nich to jest jakieś rutynowe przyjęcie pacjentki i być może nie widzą problemu w tym, że ona przejdzie ten kawałek z gołą pupą. Czy jak lekarze się dowiadują, że jest to problem, to są otwarci na zmiany, czy raczej podchodzą do sprawy na zasadzie „fanaberia kobiet”?

Ida Karpińska: W większości przypadków są otwarci na zmiany. Myślę, że lekarzom zależy, żeby mieć tę pacjentkę i żeby pacjentka czuła się komfortowo i wróciła w momencie, kiedy będzie miał taką potrzebę.

– Mówimy tu o gabinetach prywatnych. A jak jest w państwowych gabinetach? Też jest otwartość na zmiany komfortu pacjentki?

Ida Karpińska: W państwowych placówkach też się starają to zmienić. Dlatego też stworzyłyśmy coś takiego jak „Gabinety pod Kwiatkiem” i są to gabinety certyfikowane i rekomendowane przez Kwiat Kobiecości, które spełniają 10 podstawowych kryteriów: np. musi być szczoteczka do pobierania cytologii, gabinet musi być dobrze wyposażony, lekarz przeprowadzi wywiad z pacjentką. Takich gabinetów mamy koło 300 w całej Polsce. Na naszej stronie internetowej www.kwiatkobiecosci.pl można wejść w mapkę, znaleźć województwo, miasto i znaleźć swój gabinet. Ewentualnie polecić dobry gabinet i dobrego lekarza. I wtedy sprawdzimy takiego pana doktora, czy spełnia nasze oczekiwania i kryteria i z chęcią udzielimy rekomendacji.

Ida Karpińska

– Na pewno w takim momencie, kiedy wiem, że idę do gabinetu, który będzie spełniał moje oczekiwania, to część tych moich lęków zniweluje i łatwiej się wybrać na cytologię.

Ida Karpińska: To na pewno jeden z czynników bardziej zachęcający kobiety.

– Co czujesz, obserwując, jak twój Kwiat Kobiecości zatacza coraz szersze kręgi? Z jednej strony jest już 17 punktów Kwiatu, ale wokół nich powstają kolejne kręgi kobiet, które się angażują, działają. Angażują się w dbanie o swoje zdrowie. Serce rośnie, widząc to. A czy dzięki temu tematy cytologii, konieczności robienia badań, mówienia bez wstydu, normalnym językiem o fizjologii kobiety staje się łatwiejsze?

Ida Karpińska: Tak, na pewno łatwiejsze. Ja widzę różnicę już na przełomie tych 10 lat, od kiedy funkcjonuje Kwiat Kobiecości. Widać to też w statystykach i zgłaszalności kobiet na badania ginekologiczne w ramach naszej dużej kampanii społecznej „Piękna bo zdrowa”.

Co roku też Kwiat Kobiecości rozdaje 5 tysięcy bezpłatnych cytologii. Kupony na te badania można znaleźć w czasopismach kobiecych i zrealizować w ośrodkach Centrów Medycznych Polmed na terenie całej Polski. Także na pewno te zmiany w nas zachodzą. Oczywiście nie tak szybko, jakbym tego chciała!

Myślę, że w dużych miastach jest troszkę lepiej. Kwiat Kobiecości stara się docierać i do tych mniejszych miejscowości i tam staramy się angażować trochę więcej sił.

Spotykam się corocznie z około 30 tysiącami kobiet face to face, poprzez nasze akcje edukacyjne, które prowadzimy. To są zarówno dojrzałe kobiety, jak i studentki, jak i młodzież w gimnazjum i liceum. I ja już widzę różnicę w ich myśleniu, jeśli mówimy o cytologii.

My jako Kwiat Kobiecości mówimy kobietom, że cytologie powinno się robić raz do roku. Raz do roku trzeba sobie zrobić badanie cytologiczne. Jeśli jest szansa to również usg dopochwowe. Fajnie by było, żeby zrobić usg piersi… taki „przegląd” naszego zdrowia. Najlepiej, żebyśmy raz do roku odhaczyły sobie w kalendarzu, może w swoje urodziny, że trzeba iść do lekarza na cytologię. Zrobić sobie prezent, a potem pójść na zakupy albo na dobrą kawę i ciacho, żeby sobie ten dzień jakoś umilić. Albo spędzić go z przyjaciółmi, w fajnym gronie…

– Ida, wiem, że w ramach organizacji jest taka akcja, że jeździcie po szkołach i tam uczycie licealistki. Jaki jest odbiór w tym wieku rozmów o tym, że jest jakiś rak szyjki macicy, rak jajnika, że trzeba robić cytologię?

Ida Karpińska: Jest super odbiór! To nie jest obciach… Ta młodzież, która siedzi na tych spotkaniach, a to są duże grupy, około 200 – 300 dziewcząt. Jak już jedziemy w jakieś miejsce, to staramy się zebrać jak najwięcej klas, szkół. I zawsze nauczycielki i dyrekcja szkoły się dziwi, że jest taka kompletna cisza, bo te dziewczyny po prostu siedzą i słuchają. One siedzą i są zainteresowane, bo tej wiedzy nie ma.

Rozmawiałam z psychologami młodzieżowymi, oni mi wytłumaczyli, że życie seksualne, jeśli chodzi o młodzież, zaczyna się pomiędzy 14 a 15 rokiem życia! Niestety wiek inicjacji spada. I ci młodzi ludzie dokładnie wiedzą, jak uprawiać seks, jak to robić ze strony „technicznej”. Ale tak naprawdę te niektóre młode dziewczyny nie do końca wiedzą, jak są zbudowane. Gdzie mają macicę, jajniki i tak dalej… i jak to wszytko wygląda i funkcjonuje.

Niestety wielu mamom wiek 14 lat wydaje się, że jej córka to jeszcze dziecko, które bawi się lalkami, a to już jest dziewczyna, która ma już pewne rzeczy za sobą. I jest taka sytuacja, że pomiędzy wiekiem do 18 roku życia taka młoda dziewczyna jest poza jakąkolwiek kontrolą medyczną. Bo ona nie pójdzie do ginekologa sama, tylko musi iść z opiekunem, a mamie nie powie że już jest „po” i że już powinna robić badania i powinna być pod kontrolą. Zwłaszcza że młode dziewczyny po pierwszej inicjacji seksualnej powinny być pod kontrolą ginekologa, ponieważ organizm nie do końca jest jeszcze rozwinięty tak, jak powinien być i wirus HPV w tym momencie ma duże możliwości do tego, żeby się zagnieździć i rozwijać przez parę lat. I taka dziewczyna, jeśli nie jest pod kontrolą to jest niedobrze!

Młoda i Zdrowa. Cytologia

– Ogromne ryzyko. Na wagę życia, tak naprawdę…

Ida Karpińska: Ogromne! Najfajniej też by było zaszczepić tak wszystkie dziewczyny w młody wieku, przed inicjacją seksualną i mieć to zabezpieczenie. Są samorządy, które podejmują taką inicjatywę i trzeba je za to doceniać. Niestety w większości miejsc to się nie dzieje. Nie ma populacyjnego programu szczepień jeśli chodzi o wirus HPV. Szczepienie jest tylko rekomendowane przez Polskie Towarzystwo Ginekologiczne – to już jest krok do przodu.

– Potrafisz zaangażować w działalność Kwiatu Kobiecości mnóstwo znanych osób ze świata medycyny i show biznesu. I w zasadzie dzięki temu, przynajmniej z mojej perspektywy, Kwiat Kobiecości ma coraz większą moc. I to taką moc docierania do świadomości społecznej, publicznej. Jak Ci się udaje ta trudna sztuka angażowania do trudnych tematów tylu sław?

Ida Karpińska: Ładne oczy! (śmiech). Jak nie są przemęczone i przepracowane!

– Rozumiem, że na takie spotkania idziesz wypoczęta!

Ida Karpińska: Powiem szczerze, że sama nie wiem, jak mi się to udaje… Być może ciężko mi odmówić, bo stoi za mną moja osobista historia. Moim największym argumentem jest to, że sama przeszłam przez chorobę… Wiem, jak to jest ważne dla kobiety i też wiem, w jaki sposób komunikować się z kobietami, jak przekazywać im te ważne informacje. No i jeżeli już po tylu latach widać rezultaty tego, między innymi jak działa Kwiat Kobiecości, no to, to samo już się broni!

Kampania „Piękna bo zdrowa”, już IX odsłona nie odbyłaby się, gdyby to nie było ważne, potrzebne, wyjątkowe i dobre. Tak naprawdę, to życie i rynek już by to zweryfikował…

– Wiem, że masz marzenie: cytobus…

Ida Karpińska: Tak! To moje marzenie, Codziennie nad nim pracuję, codziennie go sobie wizualizuję! Przygotowujemy budżet, będziemy już za chwilę ten projekt ruszać, będą zbiórki pieniędzy na ten cytobus. Wyobraź sobie, że takich cytobusów jest w Polsce tylko 5 czy 6.

– Słyszałam, że niewiele, ale myślałam, że jest więcej, mimo wszystko…

Ida Karpińska: No właśnie, było ich więcej, jak funkcjonował populacyjny program przesiewowy, ale w tej chwili jest ich bardzo mało. Teraz wyobraź sobie, gdyby Kwiat Kobiecości przy tych wszystkich fajnych rzeczach, które robimy i przy spotkaniach edukacyjnych miał możliwość zabrania ze sobą cytobusu i zaproszenia kobiet na cytologię, to z frekwencją nie będziemy mieć problemów.

Nawet sprawdziłam to, w jaki sposób udaje nam się to zrobić. W ubiegłym roku, w ramach inauguracji kampanii „Piękna bo zdrowa”, postawiłyśmy pod Pałacem Kultury w Warszawie cytobus. Wypożyczyłyśmy z Centrum Onkologii w Bydgoszczy. Bardzo dziękuję za użyczenie! Naprawdę, całym sercem jestem wdzięczna za użyczenie cytobusu.

Pod Pałacem Kultury, w przeciągu dwóch dni w sobotę i niedzielę udało nam się przebadać ponad 300 kobiet. Kolejka pod cytobusem stała od 9 rano do 22. Położne, które pobierały cytologię, robiły to co 4 minuty. Po całym dniu one były nieprzytomne, to była ciężka, fizyczna robota!

– Wielki szacunek dla położnych! Ale że te kobiety ustawiały się w kolejce, tak jak mówisz, do tego cytobusu, to jestem zaskoczona…

Ida Karpińska: Tak. Ja też szczerze mówiąc, byłam zaskoczona, bo nie liczyłam na taką frekwencję.

– Właśnie, bo odnosząc się do tego, o mówiłyśmy na początku rozmowy, te kobiety były nieprzygotowane: nie wydepilowane, nie spod prysznica, prosto z ulicy, ale… chciały zrobić cytologię!

Ida Karpińska: Tak. W Warszawie, dużym mieście, gdzie jest dużo gabinetów ginekologicznych, które są otwarte do późnych godzin, udało nam się taką frekwencję zebrać. Oczywiście to było również bardzo promowane. Kwiat Kobiecości informacje na temat darmowych cytologii pod Pałacem Kultury nagłośnił. Wiemy jak to robić! Naprawdę, przez te 10 lat wiele się nauczyłyśmy. Ale to, co najważniejsze, co z tej akcji wynika, to że z tych ponad 300 cytologii, 30 cytologii było z rakiem… To 10%. To dużo…

To jest jeszcze taki kawał roboty. Jak pojechałam po te wyniki, to we mnie piorun uderzył, bo doszłam do wniosku, że ja mam jeszcze strasznie dużo pracy. I nie mam już 24 godzin, tylko muszę dobę rozszerzyć!

Cytologia. Ida Karpińska

W tym roku kampania „Piękna bo zdrowa”, mam nadzieję również postawi cytobus. Na razie jeszcze wypożyczony. Idziemy na rekord i mam nadzieję, że uda nam się jeszcze więcej warszawianek przebadać i zrobić jeszcze dodatkową akcję w innym mieście. Z wypożyczonym cytobusem. Widzisz sama, ja nie ma wyjścia… Muszę mieć swój cytobus! Organizuję też akcję 1% podatku na cytobus – może tą drogą uda mi się zebrać wystarczającą ilość funduszy. Jeśli ktoś z czytelników zechce nas wesprzeć – można wpisać numer KRS 0000315362 wypełniając PIT.

– Czego Ci z całego serca życzę! Takie kampanie jak „Piękna bo zdrowa”, to są to akcje ratujące życie. To tak, jakby podarować tym 30 kobietom, o których mówiłaś, nowe życie.

Ida Karpińska: Jeszcze takie jedno słowo ode mnie: Kochane Kobiety! Pamiętajcie o sobie, o swoim zdrowiu! Jesteście piękne, mądre, wyjątkowe. Dbajcie o siebie, bo czym byłby świat bez nas

– Ida, bardzo dziękuję za rozmowę!

A nasze czytelniczki zachęcamy do zrobienia cytologii i zainteresowania kampanią „Piękna bo zdrowa”!

Komentarze