taniec

Słyszysz słowo taniec i… No właśnie, co myślisz? Pojawiają się w twojej głowie schematy choreografii z You Can Dance i Tańca z Gwiazdami? Przypomina się sala baletowa, gdzie jako dziecko uczęszczałaś na zajęcia z rytmiki? Myśli wracają do pierwszych klubowych zabaw i szalonych osiemnastek? A może do poloneza na studniówce i weselnego tańca?

Nieważne, co z tym słowem utożsamiasz, ważne, że zawsze to coś istnieje. Taniec jest zawsze. W twoim życiu na pewno przyjdzie (jeśli już nie przyszedł) moment, w którym się z nim zetkniesz, nawet jeśli się nie polubicie. Nawet jeśli miała to być miłość od pierwszego wejrzenia (doświadczenia?), a posprzeczacie się i nie zrozumiecie. Taniec i tak cię dopadnie. Możesz być pewna.

Dawno, dawno temu

Taniec ma tyle form, że powiedzieć „nie lubię tańczyć”, to jak powiedzieć „Polska jest nieładna”. Czy znamy cały nasz kraj, przejechaliśmy go wzdłuż i wszerz, żeby tak twierdzić? Nie. (Ci, którzy to zrobili, na pewno tak nie uważają). Ludzie tańczą od zarania dziejów. Na początku, by oddać hołd bóstwom. By doświadczyć religijnych uniesień, by odprawić rytuał. Do tańca zachęcali Homer i Sokrates. W średniowieczu tańczono dla rozrywki, po pracy, by się odprężyć. Tańczono w parach i indywidualnie. Na dworach i na wsiach. Tańczono, bo taki był savoir vivre, bo chęć i umiejętność tańca oznaczały dobre maniery. Taniec wpisał się w etykietę dworską i ustanawianie hierarchii. Zyskiwał na znaczeniu, wyglądzie; komplikowano mu figury i spisywano nazwy.

taniec

Masowo uczono się walca wiedeńskiego, który został okrzyknięty najpopularniejszym stylem XIX wieku. Tańczono wtedy profesjonalnie oraz aby pogłębiać kontakty interpersonalne; dystyngowanie, sztywno, według zasad oraz luźno, dla zabawy. Poznawano tańce egzotyczne, wprowadzano sensację i niespodziewane zwroty. Bawiono się ruchem, modyfikowano istniejące figury. Odchodzono od tradycji. Przełamywano obowiązujące standardy, tworzono nowe style, nowe formy. Ludzie zaczęli rywalizować, organizować bitwy. Pojawiły się organizacje, konkursy taneczne, programy telewizyjne. Ludzie mogą wybierać, czego chcą się uczyć i gdzie. Każdy może zacząć.

Taniec dziś

Taniec ewoluował. Dzisiaj tańczy się w teatrach, operach, klubach, na specjalnych salach treningowych i imprezach. Ale czy tańczy się tak dużo? Już ze szkolnych dyskotek z podstawówki pamięta się chłopców, którzy podpierali ściany. I dziewczęta, które czekały na zaproszenie. Rozpadające się zespoły taneczne i dzieci trenujące taniec towarzyski, które wiecznie szukały partnerów. Niestety, w naszym zindywidualizowanym świecie pierwszy i kolejny krok musimy wykonać sami. Podobnie jak w choreografii. Po prostu spróbować. Wybrać styl lub formę i nie czekać na wyciągniętą rękę. Nie mówić, że nie umiemy, bo taniec jest w nas, od wieków. A jeśli siła wyższa sprawi, że nie będziemy mogli kontynuować naszego ulubionego stylu, zacząć inny. Tańczyć dla samej przyjemności tańczenia.

Możemy zapisać się na taniec towarzyski, współczesny, klasyczny, jazz, hip-hop, break-dance, house, belly dance, pole dance, taniec intuicyjny, 5Rhythms… Możemy wykupić indywidualne lekcje pierwszego tańca weselnego, nauczyć się czuć rytm, wyciągnąć znajomych na potańcówkę do klubu. Możemy nawet kupić bilet na spektakl teatru tańca lub baletu. Wybór jest naprawdę ogromny. Ogranicza nas tylko nasza nieświadomość i niechęć wyjścia ze strefy komfortu. Bo taniec wyzwala. Wyzwala endorfiny, które wyzwalają nas, nasz dobry humor i pokłady energii. Sprawia, że czujemy się wolni. Nieważne, ile tańczymy. Czy całe życie, czy rok, czy właśnie zaczęliśmy. Taniec i tak gdzieś tam się pojawi, i pomoże nam doświadczyć niezapomnianego. I nie pozwoli uciec. Będzie nas trzymał do końca w swoich magicznych szponach. Bo kto zaczyna tańczyć, ten już nie kończy.

 

Autor: Gabriela Alicja Bończyk

Komentarze