zdjęcia: Anna Piotrwska

Bruksela – stolica Belgii oraz Unii Europejskiej, to także siedziba króla oraz parlamentu belgijskiego. Od wiosny tego roku, to miasto działa na mnie jak magnes. Byłam tam już dwa razy, a bilety na jesień już kupione. Kto nie był, niech leci. Teraz coś na zachętę!

Bruksela to duże miasto, jednak gwarantuje miejsce dla każdego. Świadczy o tym fakt różnorodności mieszkańców: ras, kolorów skóry i języków, w których mówią mieszkańcy.
Budynki siedziby organów Unii Europejskiej są wysokie i oszklone – bardzo eleganckie. Jeśli ktoś lubi nowoczesną architekturę, to zrobią na nim wrażenie. Są tam też skromne dzielnice, czasem mniej bezpieczne,gdzie nie polecam wybierać się w pojedynkę po zmroku.

Jest tam cała masa uroczych miejsc

To zadbane ulice główne i mniejsze uliczki, parki oraz deptaki. Znajdziemy tam też mieszkańców, którzy bardzo chętnie gromadzą się i spędzają czas na łonie natury.
Zaraz obok Parlamentu Europejskiego jest przestronny Park Leopolda (Parc Leopold) z oczkiem wodnym, ławkami i biblioteką oraz, co zwróciło moją uwagę – otwartym dla każdego boiskiem, gdzie najmłodsi strzelają gole. Brak ogrodzeń, swoboda, koce na trawie… To wszytstko sprawia, że można odpoczywać.

Nieopodal jest też Park Pięćdziesięciolecia (Parc du Cinquantenaire), który stanowi jeden z najpiękniejszych terenów zielonych w okolicy. Znajdują się tam 3 muzea: Królewskie Muzeum Sztuki i Historii (Musees Royaux d’Art et d’Histoires), Królewskie Muzeum Armii i Historii Wojskowości (Musee Royal de l’Armee et d’Histoire Militaire) oraz Muzuem Motoryzacji (Autoworld). To tam jest też słynny Łuk Triumfalny (Arc de Tromphe). Ten park gwarantuje miejsce każdemu na leniwe popołudnie, aktywny piknik z rodziną lub znajomymi w dzień wolny. To doskonała propozycja na każdą okazję.

zdjęcia: Anna Piotrowska

Jest coś magicznego w historycznym centrum miasta

Wielki Plac (Grand Place) i okoliczne uliczki, od rana do późnej nocy gromadzą rzesze ludzi. Miejsce to uchodzi za najpiękniejsze w Europie. Warto doświadczyć klimatu, poczuć jak tętni życiem. To tutaj znajduje się Ratusz (Town Hall), Dom Królewski oraz przepięknie zdobione kamienice cechowe. Spacerując po najbliższych uliczkach, każdy powinien bez najmniejszego kłopotu dotrzeć do symbolu miasta, małej fontanny – figurki siusiającego chłopca (Mannekin Pis). Ciekawostką jest, że posiada on setki różnych strojów, w które w zależności od okazji jest przebierany.

Dla mnie dużą przyjemnością był spacer w poszukiwaniu siusiającej dziewczynki (Jeanneke Pis), której postać odnaleźć można po przeciwnej stronie Ratusza oraz rzeźby sikającego psa, do którego to trzeba już dojść odwiedzając mniej znaną część centrum.

Spacerując po mieście warto dotrzeć do Pałacu Sprawiedliwości (przez ostatnie lata jest stale w remoncie), bo tuż obok znajdziemy punkt widokowy, z którego widać topografię miasta. Stamtąd zobaczymy nawet słynne Atomium – powiększony model kryształu żelaza, zbudowany specjalnie na Wystawę Expo w 1958 roku, a jeśli mamy więcej czasu (będąc już na miejscu) to obok jest Mini Europa Park. Ta atrakcja na świeżym powietrzu gromadzi najbardziej charakterystyczne obiekty z europejskich państw i miast. Oferuje dużo interakcji które mogą one przypaść do gustu szczególnie młodszym odwiedzającym.

zdjęcia: Anna Piotrowska

Bruksela to również komiksy

Nigdzie indziej nie znajdziemy tylu barwnych ścian budynków, które zdobią miasto. To są naprawdę olbrzymie murale, a ich bohaterów zna świat. Pomysł władz miasta z 1991 roku okazał się tak trafiony, że z czasem rozrósł się do ponad 40 dzieł w centrum i ponad 50 w całym mieście.

Jak to ja mam w zwyczaju, często po tym jak już odwiedzę miejsca, z których słynie stolica, zbaczam z trasy głównej i dokładniej przyglądam się temu jak płynie życie lokalsom. Gdzie robią zakupy, jak się do siebie odnoszą, co jedzą i piją, gdzie jest ich najwięcej. To wszystko czasem tak bardzo zaskakuje, bo w prostocie urok tkwi dla mnie największy.

Nieważne gdzie, ważne, że razem. I tak też było teraz – bo wiosna w Brukseli zaowocowała u mnie spotkaniem z Polakami. Kilka tygodni temu byłam Ich gościem. Oglądać miasto oczami mieszkańca, to był wyjątkowy rarytas. „Dzień Króla”, Święto Narodowe w Belgii, było wisienką na torcie tego pobytu. Mnóstwo atrakcji w ciągu dnia i piękne fajerwerki na jego zakończenie.

Belgia to kraj, gdzie mnie – osobie nie pijącej piwa – tylko tam smakuje ono najbardziej. Każde podawane jest w specjalnym kuflu – może w tym tkwi jego smak? To stamtąd czekolada frunie ze mną do Polski za każdym razem, a gofr nie ma sobie równych – proszę nie mylić go z tym cukrowym, który pochodzi z Liege.

Życzliwość, uśmiech, wielokulturowość, a co za tym idzie – rożnorodność na każdym kroku. Miasto tak inne, a czujesz się jak u siebie. Polecam dać się porwać atmosferze i doświadczyć otwartości miasta na gości.

zdjęcia Anna Piotrowska

Informacje praktyczne:

– Bilety z Warszawy są w świetnej cenie – 39 zł w jedną stronę, będąc członkiem klubu WDC (wizzair) w dni promocji bywają jeszcze tańsze.

– Shuttle bus z lotniska w Charleroi do miasta jedzie krócej niż godzinę – cena biletu zależy od tego, z jakim wyprzedzeniem go nabędziemy (5 lub max 14 euro). Można kupić go też na miejscu w punkcie obsługi pasażerów, ale tam zapłacimy już 17.

– Dworzec Gare du Midi/Zuidstation jest duży obiektem (odjeżdżają z niego pociągi, metro, tramwaje i autobusy) – warto więc zwrócić uwagę gdzie wysiadamy, by w drodze powrotnej nie mieć kłopotu z odnalezieniem miejsca postoju autobusu na lotnisko.

– Bilety komunikacji miejskiej są drogie (ok 10 zł w przeliczeniu na naszą walutę za jeden przejazd). Można je kupić w automatach i u kierowcy. Będąc jednak w Brukseli tylko na weekend polecam skorzystać z dojazdu do miejsca noclegu i ewentualnie na obrzeża miasta, gdzie czkają na nas atrakcje, ale poza tymi oczywistymi przejazdami poruszać się pieszo – warto.

 

Komentarze