dołeczki w policzkach

Piękny wyraz twarzy to doskonała wizytówka każdej kobiety. Wiele z nas zrobiłoby bardzo dużo, aby wyglądać perfekcyjnie. Nastał w tym obszarze nowy trend. Obecne pokolenie millennialsów mieszkające za oceanem chętnie poddaje się interwencjom chirurgicznym, aby – uwaga! – zrobić sobie słodkie dołeczki w policzkach.

Taka operacja nazywa się dimplepastia i polega na wytworzeniu w policzkach atrakcyjnych wgłębień, które podczas uśmiechu dodają nam uroku. Każda młoda dziewczyna przecież chce być współczesną Arianą Grande.

Trzeba jednak przyjrzeć się zagadnieniu od podszewki. Czym są właściwie owe „dołeczki” – to nic innego jak mięśnie twarzy przyrośnięte do kości. O ich powstawaniu decyduje siła, z jaką przywiera tkanka mięśniowa. Przypuszcza się, że ich powstanie spowodowane jest wadą tkanki łącznej występującą u zaledwie 20% ludności.
Jeśli chodzi o sam zabieg, to trwa ok. 30 min. Na popularność tej metody wpływa zatem szybka i mało inwazyjna metoda chirurgiczna, która – co najważniejsze – nie wymaga pełnej narkozy. Przypuszcza się, że głównym powodem, dla którego ludzie poddają się dimplepastii jest chęć zrobienia sobie idealnego selfie, co wydaje się dość absurdalne. W ostatnim czasie obserwuje się drastyczny wzrost tego rodzaju interwencji medycznej. W praktyce, chirurg musi stworzyć nacięcie w jamie ustnej pacjenta. Następnie mięsień przymocowuje się do skóry, aby efekt był widoczny podczas uśmiechu.
dołeczki w policzkach
Amatorów dołeczków jednak musimy uczulić i nieco rozczarować, ponieważ seksowne wgłębienia nie zostaną z nimi na zawsze. Skutki zabiegu będą widoczne jedynie przez ok. 2 miesiące, a potem wszystko zniknie, a w zamian za to, na krótki czas pojawi się nieprzyjemna opuchlizna na twarzy. Koszty tego jednorazowego kaprysu również są stanowczo za wysokie. Specjaliści szacują je na ok. 800 do 2500 dolarów. Swoją drogą, czy wy zdecydowalibyście się zapłaci aż tyle za coś takiego?
Autor:
Sylwia Cegieła

Komentarze